24 marca 2013

HORROR W WERSJI J. III - ANIME


Groza i horror mogą objawiać się w wielu postaciach. Nośnikami takich idei mogą być nie tylko formy bardziej tradycyjne, jak literatura czy film, lecz również bardziej kontrowersyjne, jak gry lub animacja.

Japońska animacja jest tworem unikalnym i niezwykłym, porusza więcej tematów niż kino fabularne a jej korzenie sięgają głęboko w tradycje kraju kwitnącej wiśni.  Anime jest też zdecydowanie bardziej plastycznym nośnikiem różnego rodzaju treści, w tym i obrazów grozy, niż wiele innych mediów. Jednak z racji na swą animowaną formę nie zawsze znajduje uznanie, czy zrozumienie poza Japonią.

Nawet osoby uznające się za miłośników tego rodzaju animacji często nie są w stanie w pełni zrozumieć zawartych w niej niuansów i symboliki. Będąc wychowani w kulturze europejskiej mamy pewne podświadome oczekiwania i ramy, przez których pryzmat odbieramy dostarczane nam treści. Odnosi się to zwłaszcza do tworu tak odmiennego jak japońskie anime.

Ktoś może protestować, ale niech zada sobie pytanie czy naprawdę jest w stanie poczuć strach oglądając film animowany? Czy horror anime nie zostanie podświadomie sklasyfikowany, jako coś bliższego fantasy a nie grozie? Właśnie z tych powodów horrory podawane nam w tej formie muszą sprostać bardzo wysokim wymaganiom, muszą być w stanie przebić się poza kreskę, kolor, rysunek, sięgnąć po coś głębszego i bardziej mrocznego.  Anime z gatunku horroru poniekąd emulują japońską grozę filmową. Twórcy często rezygnują ze straszenia widza, przynajmniej w oczywisty sposób, chcąc wywołać raczej refleksję nad mroczną stroną ludzkiej natury. Tym, co siedzi gdzieś głęboko w nas i boimy się, że jeśli zostanie uwolnione może się stać coś strasznego.  Autorzy starają się również zwrócić uwagę na obojętność i okrucieństwo współczesnego świata.


Horrory anime, podobnie jak filmy, można z grubsza podzielić na dwa rodzaje; te nastawione na straszenie/wywołanie wstrząsu bardziej nastrojem, refleksją i fabułą oraz te, które wyraźnie przedstawiają bestie, demony, wampiry, bakemono, oni, yourei, yokai oraz wszelakie inne nadprzyrodzone istoty. Ilościowo nastrojowe obrazy grozy nie stanowią jednak większości tego gatunku. Są jednak w śród nich prawdziwe perełki. Poniżej przedstawimy jedynie po kilka przykładów z każdego rodzaju.

Jednym z najniezwyklejszych horrorów jakie stworzono w formie anime jest seria Ayakashi, wzorowana w dużej mierze na klasycznych japońskich sztukach grozy. Rzecz niewybaczalna do przegapienia dla każdego miłośnika kultury japońskiej. Już sama nazwa jest znacząca, słowo Ayakashi oznacza ducha ukazującego się na morzu w trakcie katastrofy. Jest to również nazwa jednej z masek używanej tradycyjnie w teatrze noh, którą nosili aktorzy odgrywający rolę duchów lub zmarłych.

Pierwowzorem pierwszej z opowieści jest klasyczna sztuka o duchach autorstwa Tsuruya Nanboku, wystawiona w 1825 roku (sztuka od samego początku uważana była niemal za przeklętą). Porusza ona klasyczny temat zemsty kobiety na byłym mężu (który wcześniej zamordował również jej ojca). Całość przypomina trochę historię Medei i Jazona.


Drugie opowiadanie ma pierwowzór w sztuce Kyoka Izumi, Tenshu Monogatari z 1917 roku. Opowiada o zakazanej miłości sokolnika do pięknej bogini, w której postaci można doszukać się klasycznych szintoistycznych korzeni. Trzecia historia nie ma wcześniejszego odpowiednika, w całości została stworzona przez scenarzystów anime, jednak klimatem nie odbiega od pozostałych dwóch opartych na klasycznych sztukach. Jej akcja rozgrywa się w epoce Edo i opowiada dzieje dziewczyny zabitej w dzień jej ślubu. Za morderstwem stał bakeneko, koci demon, który zaczął zabijać kolejnych członków rodziny. Ta opowieść również sięga do mitologii i Religii japońskiej, w tym do buddyzmu, gdzie do odprawienia egzorcyzmów konieczna jest wiedza na temat tego, jaką formę przybrał duch/demon, jak powstał i motywy jakie nim kierują. Z czasem na jaw wychodzą pilnie strzeżone mroczne sekrety prześladowanej rodziny.


Ważny element stanowi również postać wędrownego sprzedawcy leków, który podejmuje się egzorcyzmów. Postać ta jest bardzo dobrze znana i często wykorzystywana w kinematografii japońskiej.  W przypadku tego anime jest on bardzo opanowany, tajemniczy i zdecydowany, przyciągająca uwagę widza. Niewątpliwym atutem Ayakashi jest szata graficzna wzorowana na japońskich grafikach i drzeworytach. Malowane, rozmyte tła, niewyraźne postaci wraz z mroczną i psychodeliczną fabułą tworzą prawdziwy nastrój grozy. Pierwsze skrzypce grają tutaj nie duchy, lecz ciemne, skrywane gdzieś głęboko uczynki bohaterów.


Do czasów średniowiecznej Japonii cofa nas również anime Kosetsu Hyaku Monogatari, znane również pod tytułem Hundred Stories. Jest to historia Momosuke Yamaoka, który w trakcie swych wędrówek pragnie zebrać sto kaidan (opowieści o duchach).  Podczas swoich podróży wplątuje się w zdarzenia jak ze zbieranych przez siebie opowieści. Poznaje trójkę dziwnych podróżników, demonów w ludzkiej skórze polujących na ludzi którzy sami, dzięki swym uczynkom mogliby zostać nazwani demonami.  


Za pomocą sprytnych sztuczek, iluzji i magii odkrywają prawdziwe potworności skrywane przez ludzkie dusze i zmuszają winnego do przyznania się i zapłaty za swoje grzechy. W ostatecznym rozrachunku same demony są niczym wobec zła zakorzenionego w ludziach,  zła które to anime ukazuje bardzo wyraziście. Nieraz oglądające Kosetsu Hyaku Monogatari można napotkać sceny naprawdę brutalne i zaskakujące (morderstwa, tortury, gwałty, kanibalizm i wiele innych potworności). Na zetknięcie z tym wszystkim narażony jest główny bohater, naiwny i pragnący nieść pomoc, komu tylko może.  Środki plastyczne zastosowane w Hundred Stories są dość podobne do tych z Ayakashi. Pastelowe, często niewyraźne tła i postacie, krzywizny, kolorystyka wraz z odpowiednią muzyka pomagają wprowadzić w mroczny nastrój.


Podobnym schematem z demonami karzącymi ludzi wyrządzających złe uczynki posługuje się anime Jigoku Shōjo. Jak poprzednie anime, tutaj również jeden odcinek stanowi zwykle zamkniętą całość a jego fabuła skupia się wokół zemsty. Bardzo ciekawe są nawiązania do miejskich mitów.  Każdy odcinek jest historią zawarcia paktu z piekłem i zemsty jednej osoby, zwykle pokrzywdzonej przez innego człowieka, na jej gnębicielu. Żeby to zrobić należy dokładnie o 24:00 (wcześniej strona nie jest dostępna) w trakcie jednej minuty wejść na internetową stronę „piekielnej korespondencji” – Jigoku Tsūshin ( 地獄通信) i tam wpisać imię celu klątwy. Potwierdzeniem przyjęcia zlecenia jest smes wysyłany do osoby wpisującej imię.

Każdy najczęściej dowiaduje się o tej stronie przypadkiem, np. słuchając rozmowy dwóch przechodzących licealistek, jakiś chłopaków, przechodniów na ulicy. Są to wszystko motywy bardzo dobrze znane z Urban mites oraz japońskiej kinematografii.  Jednak nie wszytko jest takie piękne, owszem osoba na którą „przyjęto zlecenie” po wcześniejszym ukazaniu jej zła i perfidii trafia natychmiast do piekła, jednak na wieczność w piekle (po jej naturalnej śmierci) jest również skazywana osoba, która rzuca klątwę. Na pierwszy rzut oka Enma Ai (dziewczynka przyjmująca zlecenia, imię to zaczerpnięte jest od mitycznej bogini piekła) wydaje się zbawicielką i prawą mścicielką, jednak nawet najbardziej niewinne i pokrzywdzone osoby, dzieci, osoby torturowane, molestowane, pragnące jedynie sprawiedliwości, takie z którymi widz naprawdę sympatyzuje, skazywane są przez nią na piekło.


Co ciekawe Enma przejmuje się losem ludzi i często odradza im korzystanie z jej usług. Jest to postać tragiczna i samotna, skazana na wymierzanie zemsty i posyłanie do piekła zarówno winnych jak i niewinnych. Tak jak i główna bohaterka, jej trójka (yokai) pomocników również znajduje odwołania mitologiczne. Pierwszy z nich Wanyūdō przyjmuje postać starszego mężczyzny lub ognistego koła powozu którym Enma Ai podróżuje do świata ludzi. Według niektórych legend Wanyūdō  był złym daimyō, który zbyt często karał swych podwładnych. Inni utożsamiają go ze strażnikiem piekieł. Drugi z duchów, Ichimoku Ren, to chłopak mogący  przyjąć formę wielkiego oka. Był on kiedyś duchem tsukumogami zaklętym w katana. W tej postaci musiał ciągle oglądać przelewaną krew i uczestniczyć w pojedynkach i morderstwach. Z tej formy uwolniła go właśnie Enma Ai.

Wiele z tsukumogami zostało przedstawionych przez znanego japońskiego malarza ukiyo-e, Toriyama Sekien  (1712 –1788). Trzecia z yokai Hone Onna to Kobieta Szkielet. Przyjmuje ona postać pięknej kobiety aby uwodzić mężczyzn i wysysać z nich siły witalne niczym sukub. W anime Jigoku Shōjo pojawia się najczęściej jako piękna kobieta ubrana w tradycyjne kimono opadające jej z ramion i z przewiązanym z przodu pasem obi (tak nosiły go kurtyzany). W dodatku do tych postaci czasem ukazywany jest również cień „babci” Enmy Ai, wiecznie przędącej na kole, prawdopodobnie zainspirowanej greckimi Moirami, prządkami losu. Jest ona niejako strażniczką dziewczyny, przypominającą jej o przykrych obowiązkach.

Ostatnim z rodzaju bardziej klimatycznych i mrocznych anime które chcemy przedstawić jest Higurashi no Naku Koro ni. Ciężko napisać coś o tym anime, nie wiadomo czy polecać, czy też przestrzegać przed oglądaniem. Ze wszystkich wymienionych do tej pory jest zdecydowanie produkcja najcięższa, najbardziej psychodeliczna  i najtrudniejsza do obejrzenia. Przestrzegamy przed tym anime większość miłośników tego gatunku. Trzeba naprawdę lubować się w takich klimatach żeby strawić tę historię.


Jest to anime tak paradoksalne w swojej formie, że aż porażające. Oglądając je na początku zapomina się zupełnie, iż jest to horror, wszystko wygląda na jakąś cukierkową komedie obyczajową o uczniach. Ogląda się tak jeden, drugi odcinek i nagle coś zaczyna nie grać, czy na samym początku serii nie był pokazany kilkusekundowy fragment, na którym jakieś niezidentyfikowane dziecko stało z kijem bejsbolowym nad zmasakrowanym ciałem jakiegoś człowieka? Coś tu jest nie tak. Ale może to się tylko wydawało? Dziwne zostaje wspomniane jakieś morderstwo, jakiś dziwny incydent przed laty, może to jednak jest horror? Potem jest już tylko gorzej (straszniej, polecam mocny żołądek i stalowe nerwy).

Anime to oparte jest na grze o tym samym tytule, niestety nie zekranizowano wszystkich „części”. Wszystko zaczyna się od chłopca imieniem Keiichi, który wraz z rodziną wprowadził się do niedużej spokojnej wioski. Tam poznaje resztę dzieci, mimo, że w różnym wieku wszystkie chodzące do jednej klasy. Spowodowane jest to małą ilością dzieci. Jak wspomnieliśmy wyżej wszystko wydaje się zupełnie sielankowe, cukierkowe, postacie wydają się zupełnie niewinne, mały chłopiec i młodziutkie dziewczynki.

Sielanka jednak zostaje zaburzona gdy Keiichi dowiaduje się o zaginięciach i morderstwach popełnianych zawsze w trakcie święta Watanagashi. Od tego czasu zaczyna się czysta psychodelika. Każda z sześciu części tego anime zaczyna się niemal tak samo, wszystko cofa się do początku i znowu jest sielankowo, nikt nic nie wie, ale prędzej czy później spokój burzą kolejne, za każdym razem inne brutalne i okrutne wydarzenia. Za każdym razem widz dowiaduje się jakiegoś nowego szczegółu, dzięki któremu kolejny kawałek układanki trafia na swoje miejsce. Wykorzystanie niewinnych postaci, pastelowych kolorów, sielankowej otoczki i pozornie prostej fabuły daje niesamowity efekt… który radzimy omijać większości ludzi szerokim łukiem. Nic więcej o tym anime, oglądajcie na własne ryzyko, jeśli przebijecie się przez wszystko macie nasze gratulacje oraz wyrazy szczerego współczucia (bo to oznacza, że specjalnie dobrze z wami nie jest).

Oczywiście jak pisaliśmy wcześniej istnieje też drugi rodzaj anime ten w którym pierwsze skrzypce grają potwory i często ich łowcy. Trzeba przyznać, że szczególne miejsce wśród tych produkcji zajmują anime o wampirach. Takich tytułów jest wiele chociażby Vampire Princess Miyu, Trinity Blood, Blood the last Vampire (oraz serial Blood+) I chyba dwie najlepsze produkcje Vampire Hunter D: Bloodlust i Hellsing. Jednka pod względem straszenia anime te pozostają daleko w tyle za tymi opisanymi powyżej. Żadne z nich nie wywoła raczej panicznego ataku strachu, jedyne czym mogą uraczyć widza to ciekawym przedstawieniem bestii, wykonaniem i fabułą. Naszym zdaniem należało by je raczej zakwalifikować do gatunku fantasy i sf.




4 komentarze:

Bardzo lubię Hundred Stories i różne techniki oraz sztuczki graficzne jakie tam pokazano (często umowne). Na przykład zwykli żołnierze (samuraje czy siły porządkowe) to po prostu pnie drzew w kimonach. A w tle przewijają się cały czas ci sami nienaturalni statyści. No i głos Mataichiego - to się nazywa mały żabowaty człowieczek z dużą charyzmą.

Owszem, tak to już jest, że Japończycy bardziej przykładają się do oddania nastroju w anime, niż cała reszta świata w filmach, albo nawet książkach. Odpowiednia kreska, zabiegi fabularne plus dobrze dobrane udźwiękowienie mogą zdziałać wiele.

W tych czysto straszących horrorach brakuje mi jeszcze całkiem świeżego Another, który klimatem idealnie wpasowuje się w takie filmy jak Krąg, czy Klątwa. Opowiada o uczniach pewnego gimnazjum uczęszczających do przeklętej klasy. Całe anime (może dwoma ostatnimi odcinkami) ma naprawdę niesamowity klimat, który właśnie w końcówce został nieco zgubiony przy scenach czystej rzezi i pokazu przemocy.

A Higurashi to po prostu mistrzostwo. Nie raz oglądałem pierwszą serię. Niestety z drugą to już pojechali. Nie wiem co jest nie tak z Japończykami, że nawet tak klawą historię o klątwach i duchach starają się zaraz przerabiać tak aby wciągnąć w to wszystko eksperymenty naukowe i rządowe spiski. Jeśli widz nie chce zepsuć sobie wrażenia po pierwszej serii, drugą powinien zdecydowanie odpuścić.

Japończycy już tak mają, to jest zapisane w ich fobiach kulturowych. Oczywiście niektóre sięgają znacznie dalej do przeszłości (włosy, dzieci, zwłoki), ale inne są znacznie nowsze i związane są z dość nową historią (brak zaufania do rządu, spiski, strach przed bronią atomową, chemiczną, mutacjami itp). Znakomite jest to, że potrafią dobrze oddać te elementy.

Prześlij komentarz