Ectaco JetBook Color

Pierwszy kolorowy czytnik książek w technologi E Ink- recenzja.

Rogue Trader

Epicka przygoda przestrzeni kosmicznej

Twilight Imperium 3rd Edition

Legendarna strategia planszowa w klimatach sf.

Dungeons and Dragons: Castle Ravenloft - gra planszowa

Zamkowe lochy i koszmarne monstra

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chaos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chaos. Pokaż wszystkie posty

14 września 2013

Big Fat Uncle from Scibor Monstrous Miniatires - review


Today again we will emerge ourselves in the fantastic world of Scibor Monstrous Miniatures. Lately there is a great rush of miniatures from Scibor fantasy department, one we will review today is not newest but it still deserve our attention.

Big Fat Uncle is an awesome great demon and when I say great I mean enormous, gigantic and massive. It measures over 80mm from the base to the top, over 60 mm in diameter and comes in 3 main parts, so assembly is very simple. What we get after gluing and trimming any miscasts is a very unique model that is as much beautiful sculpture work as intentionally ugly.

Demon body is heavily mutated by warped and wicked powers of Chaos. It gives an impression of sluggish behemoth covered in slime and sores. In my mind it bears resemblance to Great Unclean One and plague demons of Nurgle, off course not intently. You can easily use this miniature in every Chaos/Demon army or collection, either fantasy or science fiction in nature.

A main portion of this model is a massive body containing mutilated torso, grotesque arms and legs, mutated head and really disturbing back. From the top, its head is low almost at the level of shoulders and its open mouth reach as far as to the middle of the chest. In the wide gap we can clearly see rows of discussing teeth and meaty inside of the demons mouth.


Above the mouth are oversized nostrils and sunken eyes with large wrinkles under it. When we look on its face we can fell a very really unease. T make matters more horrible head of the demon has one additional element that is separate, a big, curly, long and fat larva like tongue. You can almost see a toxic or corrosive saliva dripping from it. In short its head is wonderfully ugly.

When we take a closer look to a demon torso we can clearly see a disease, gluttony, mutations and chaos at work. Its fat and muscles are warped and oversized, its whole outline looks like a giant blob. From the shores and open wound a fluids are oozing, meet and intestines are pricing the sick layer of skin and coming open, and from multiples gaps in demons body human hands and heads are visible trying to reach out too free themselves or grab someone who will soon share their damned fate.


Its back is in similar state of decay but an upper part of its spine is clearly protruding from beneath rooting flesh. As this isn’t enough at the lower end of demon back there is something like… a big anus with fluids and partly dissolved human parts leaking from it, truly sickening sight.

Big Fat Uncle legs and arms are also fat and decayed and are mostly closely tight to demon body, We can see crocked toenails and fingernails, one leg is almost totally invisible under the mas of oversized body. Left hand is last part of this miniature and it has to be glued to the rest of the demons body. 

Scibor sculptured it in the process of gipping and squishing a life from some poor old human soul. What is cool is that in my opinion that person can be easily converted with parts form Warhammer (exchange of head and arms) to get more Battle of 40k experience. Either way on that pour persons face we can see a look of true despair and fear of someone that know that there are worse fate than simply death.


The whole Big Fat Uncle set is amazing in its details, seize and deliberate ugliness. In my opinion it is a really unique miniature and good challenge for yours painting skills. We got loot of surface, different “materials”(skin, bones, muscles, humans and other… demonic “stuff”). It  is not cheap model, but in my opinion it is totally worth the money.  Simply amazing.
























1 stycznia 2013

The Tome of Fate - recenzja, niespodziewanie ciekawy dodatek


Ostatnio zaczynałem odnosić coraz większe wrażenie,  że cała marka Warhammera 40.000 i polityka wydawnicza Fantasy Flight Games zaczyna bardzo przypominać to, co działo się ze Światem Mroku. Masa mało użytecznych dodatków zapychających tylko terminarz linii wydawniczej. Tym bardziej po co najwyżej średnio udanych rozszerzeniach w stylu Koronus Bestiary z przyjemnością i uczuciem satysfakcji skończyłem lekturę The Tome of Fate, przeznaczonego do systemu Black Crusade.

Z góry zaznaczam, co podkreślałem już w recenzji Balack Crusade, że system ten traktuję bardziej jako źródło wiedzy na temat sił Chaosu, niż faktyczny, grywalny setting. Z takim samym nastawieniem podchodzę do wszystkich dodatków, na szczęście, Tome of Fate, to rozszerzenie mające za cel dostarczenie graczom i mistrzom gry informacji, a nie kolejnej kampanii i scenariuszy.

The Tome of Fate to podręcznik źródłowy dotyczący jednego z głównych bóstw Chaosu, Tzeentcha (osobiście mojego faworyta wśród największych potęg Chaosu). Kupując tą książkę otrzymujemy 144 strony naprawdę przydatnych informacji. Mam tylko nadzieję, że dodatki omawiające pozostałych bogów zostaną napisane w podobny sposób.

W czterech głównych rozdziałach znajdziemy wszystko co przyda nam się przy prowadzeniu przygód związanych z Tzeentchem i jego wyznawcami, wiele przydatnych rzeczy dodających kolorytu całej zabawie. Jeśli jednak grasz, lub prowadzisz Black Crusade, rozszerzenie to będzie dla ciebie jeszcze bardziej pożyteczne.

To kim jest Tzeentch i jak wyglądają jego najbardziej znane sługi wie większość osób znających Warhammera 40.000. Wydaje mi się, że prawie wszystkie najważniejsze informacje na ten temat udało się autorom skutecznie zawrzeć w tym dodatku. Cała natura bóstwa, jego samo serce, jest tak zmienne i chaotyczne, że wpływa na wszystko czego tylko Tzeentch dotknie swym korumpującym dotykiem. Dlatego większość jego sług i oddanych mu terytoriów przejawia jakieś cechy Pana Zmian.

Tzeentch to Architekt, mistrz w knuciu intryg, planowaniu i cierpliwości. Jak autorzy niejednokrotnie stwierdzają, możliwe, iż wszystkie dalekosiężne plany bóstwa nie służą wcale żadnemu konkretnemu celowi (np. zapanowaniu nad wszechświatem), lecz są celem same w sobie. Tzeentch jako uosobienie zmiany, może odnajdować cel w drodze do celu, gdyż jego osiągnięcie oznaczałoby uzyskanie pewnej formy stałości, co było by sprzeczne z samą ideą Chaosu (najlepiej właśnie utożsamianego przez ten kosmiczny byt). Mam wrażenie, że Tome of Fate udało się uchwycić tą właśnie esencję i dobrze ją zobrazować, zwłaszcza w bardziej „literackich” częściach książki.

Pierwszy rozdział to właśnie dywagacje na temat zmiany, Chaosu, mutacji, Tzeentcha i najważniejszych spraw, które go dotyczą. Wydaje mi się, że ważną rzeczą do uświadomienia sobie jest to, że Architekt Losu sprawia wrażenie najmniej złej, a nawet czasem dobrej mocy służącej (będącej) Chaosowi,  o ile można użyć stwierdzenia „dobry” w stosunku do bóstwa Chaosu.

Zmiana, której Tzeentch jest patronem, jest esencjonalnym elementem rozwoju, jednocześnie staje się niejako ucieleśnieniem ewolucji, ludzkiego (w świecie Warhammera nie tylko) pędu do doskonałości, osiąganiu i przekraczaniu coraz to nowych granic. Nic więc dziwnego, że Tzeenetch przyciągnął na przestrzeni wieków aż tylu oddanych zwolenników (ok, mniej lub bardziej świadomych kultystów;). Co więcej, jego działania nie noszą znamion „wulgaryzmu siłowego”, wiele planów Architekta jest znacznie bardziej subtelnych, niejednokrotnie ci, którzy stają się w jego rękach narzędziami, nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

To właśnie staje się wyraźnie widoczne nie tylko w pierwszym, ale i w drugim rozdziale Tome of Fate, który przedstawia sługi Bóstwa Zmian. Od tysiącleci w skład sił Tzeentcha wchodzą zarówno rozmaite demony, jak i śmiertelnicy (bardziej lub mniej śmiertelni). Nie należy się też dziwić, że wśród istot oddanych temu bóstwu Chaosu znajduje się tak wielu czarnoksiężników i psioników, gdyż to właśnie on uznawany jest też za patrona magii wszelakiej, który obdarza wiernych wyznawców mocami i nadnaturalnymi darami.

Ja z największą niecierpliwością czekałem aż dojdę do części zawierającej informacje na temat jednych z moich ulubionych zakonów AdeptusAstartes (dobrze, obecnie Marines Chaosu), Thousand Sons oraz Alpha Legion. Niestety tutaj trochę się zawiodłem, liczyłem na jakąś dłuższą lekturę (może doczekam się kiedyś jakiejś dobrej książki z Black Library dotyczącej obecnych Thousand Sons, nie liczę tutaj świetnych tytułów z serii Horus Heresy), zamieszczone wiadomości są podstawowe i nie rozszerzają za bardzo kanonu. Otrzymujemy jednak możliwość i zasady pozwalające na stworzenie postaci będącej czarnoksiężnikiem Thousand Sons oraz Alpha Legion Chaos Space Marine.

Oczywiście poza Marines znajdziemy w tym rozdziale również opisy bardziej ludzkich czarnoksiężników, czy heretyckich kapłanów maszyn, jednak i tym razem nie ma tego wiele. Większość miejsca poświęcono tutaj standardowo nowej broni, wyposażeniu, darom bóstwa, czy nowym mocom psychicznych i magicznym. Ktoś mógłby to uznać za zapychacz miejsca, jednak przedstawione zasady i przedmioty są dość interesujące i znajdują zastosowanie w trakcie rozgrywki.

Trzeci z rozdziałów to tak naprawdę esencja całego Tome of Fate. Zawiera on opis planet wewnątrz ScreamingVortex oddanych Tzeentchowi lub będących pod jego kontrolą. Miejsca te opisano solidnie i są one dość różnorodne. Jeden z ciekawszych fragmentów poświęcony jest planecie Q’Sal, której praktycznie cała populacja to czarnoksiężnicy. Planeta ta jest też jednym z największych źródeł nowych broni, silników wojennych, okrętów kosmicznych i demonicznych broni. Jak przystało na świat oddany Panu Zmiany, każde z wielkich miast jest zupełnie inne i specjalizuje się w innych dziadzinach magii. To oczywiście tylko jedno z kilku przedstawionych miejsc.

Rozdział ten zawiera również opisy i charakterystyki demonów (Dysków, Flamerów, Horrorów) i nawet demonicznych książąt. Pewnym zaskoczeniem może okazać się umieszczenie w tym rozdziale rtakże Necronów, przedstawionych nieco, jako swoiste nemezis Tzeentcha  i jego sług. Necroni stanowią tutaj antytezę tego czym jest Chaos i zmiana. Odrzucili swą śmiertelność, indywidualność i wszystko to co mogło by ich łączyć z Architektem Losu. Istnieją w zupełnej stagnacji od niepojętych mileniów, nie są podatni na moce Osnowy, ani na żadne ziemskie (i nie tylko) pokusy, są swoistą anatemą dla Tzeentcha.

Moim zdaniem to, co tutaj przedstawiono, znalazło by większe zastosowanie w Deathwatch, ale twórcy Black Crusade upierają się, żeby z Necronów robić niemal głównych wrogów w oficjalnych przygodach i kampaniach, z tego powodu poświęcono im sporo miejsca. Poza kilkoma lokacjami dostajemy opisy i zasady dotyczące nowych jednostek Necronów, takich jak CanoptekSpyder, Deathmark, Destroyer, Lychguard, Triach Pretorian, czy rozmaici lordowie. Poza tym opisano też ważniejszych bohaterów i nowe, całkiem ciekawe zdolności i zasady.

Całość części poświęconej metalowym nieumarłym uzupełniona jest dość bogatym arsenałem. Trzeba przyznać, że zaprezentowana broń i wyposażenie przykuwają uwagę i przy odrobinie inwencji mogą stanowić oś całkiem ciekawej przygody. Zaznaczyć tu trzeba, że według tych zasad i z taką technologią Necroni to prawdziwi badass, mogący stanowić naprawdę trudny orzech do zgryzienia.

The Tome of Fate zakończony jest dość tradycyjnie przygodą, nawiązującą do zawartości. Zaprezentowany scenariusz dzieje się więc w jednym z magicznych miast planety Q’Sal, gdzie gracze mają okazję wziąć udział w intrygach czarnoksiężników i wybrać pomoc jednej ze skłóconych frakcji. Jak okazuje się w późniejszej części przygody, niekoniecznie może to wyjść bohaterom na zdrowie. Nie będę się na ten temat rozpisywał, ale ta część jest znośnie napisana, nie jest też sztywna i oddano graczom i mistrzowi sporo swobody. Nie jest napisana na najwyższym poziomie super, ale można zagrać.

Jako całość Tome of Fate prezentuje się więc naprawdę dobrze, jeśli zastanawiacie się nad kupnem jakiegoś dodatku źródłowego dotyczącego Chaosu, nie szukajcie dalej. W sumie mogę z czystym sercem polecić Tome of Fate, nawet tym, którzy nie posiadają Black Crusade, jest to doskonała kopalnia wiedzy do każdego z systemów Warhammera 40.000.